| Biuletyn 4(17)/2000 | Strona główna |
Halina Słonicka (1931-2000)
Legendy polskiej wokalistyki
Śpiewaczka operowa o rzadkiej piękności barwie głosu, wybitny pedagog. Wspaniały, pełen uroku osobistego, poczucia humoru i zdrowego rozsądku człowiek... Zawsze żywa i radosna. Tak wspomina Halinę Słonicką, swą koleżankę ze sceny Teatru Wielkiego w Warszawie, Hanna Rumowska-Machnikowska. I w słowach tych zawiera się cała prawda o wielkiej osobowości naszej wokalistyki, jaką była niewątpliwie Halina Słonicka. Artystka ta, zmarła w Warszawie 9 lipca 2000 roku, swoimi wspaniałymi kreacjami zjednywała sobie sympatię krytyków i publiczności. A miała wszelkie dane ku temu, by tworzyć interesujące, wręcz niezapomniane postaci sceniczne. Po zakończeniu natomiast czynnej działalności scenicznej w sposób doskonały spełniała się jako pedagog. Warto więc przypomnieć w tym krótkim szkicu jej drogę artystyczną.
Halina Słonicka urodziła się 29 marca 1931 roku w Czerniawach na Polesiu, ojciec jej był tam nadleśniczym. Specyficzna atmosfera ówczesnych polskich kresów wschodnich nie pozostała bez wpływu na późniejszy rozwój artystyczny młodej, bardzo wrażliwej dziewczyny. Podobnie jak i późniejsze, smutne już doświadczenia polskich rodzin z tamtych stron: okupacje niemiecka i rosyjska, tułaczka, przedwczesna śmierć ojca. Lata dzieciństwa spędziła w Hajnówce, a szkołę średnią ukończyła w Białymstoku. Tu właśnie miał miejsce jej pierwszy kontakt z operą. Jako uczennica wystąpiła w konkursie Szukamy talentów śpiewaczych, wykonując arię Halki i walc Caton (z Casanovy Różyckiego) i wyśpiewała I nagrodę. Po maturze znalazła się w Warszawie. I choć została przyjęta na Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej, wybrała średnią szkołę muzyczną i naukę śpiewu u prof. Magdaleny Halfterowej. Dyplom tej szkoły uzyskała w 1955 roku, będąc w międzyczasie solistką Zespołu Pieśni i Tańca Wojska Polskiego. Z zespołem tym “zaliczyła” pierwsze występy zagraniczne (ZSRR, Chiny i Korea Północna). Nie zaniedbała jednak studiów wokalnych. Kontynuowała je (w latach 1955-1960) w warszawskiej Akademii Muzycznej także w klasie prof. M. Halfterowej. Przebieg tych studiów był autentycznie nietypowy: występy w Zespole Wojska Polskiego, niemal coroczne konkursy wokalne, występy (etatowe od 1957 roku) w Operze Warszawskiej.
Szczególne miejsce w jej rozwoju wokalnym zajęły wówczas właśnie konkursy. Niewątpliwy talent, pasja śpiewania, dobre przygotowanie, umiejętność opanowywania tremy i nerwów towarzyszących zwykle zmaganiom konkursowym pozwalały jej na częsty udział w tych swoistych zawodach i na zdobywanie laurów. W jednym z wywiadów Halina Słonicka powiedziała: Współzawodnictwo umacnia pragnienie doskonalenia się i próbowania swoich sił. Choć nigdy nie zdobyła pierwszej nagrody, zawsze wracała z laurami i wyjątkowo pochlebnymi recenzjami. Ramy tego artykułu nie pozwalają na szczegółowe omówienie udziału artystki w poszczególnych konkursach, pozostańmy więc przynajmniej na ich wymienieniu: Vercelli (1956, IV nagroda), Moskwa (1957, II nagroda), s’Hertogenbosch (1958, II nagroda), Tuluza (1959, II nagroda), Genewa (1960, II nagroda), Rio de Janeiro (1963, III nagroda).
Solistką Opery Warszawskiej została artystka w 1957 r. Na początku zaśpiewała dwie mniejsze partie: Zofię w Halce i Frasquitę w Carmen. Rok później była Hanną w Strasznym dworze. Ta interpretacja została oceniona przez krytykę wysoko: Jej głos brzmi równo, artystka świetnie go prowadzi, posiada też ładną barwę (A. Rowiński, Express Wieczorny, 1958). W roku 1959 po raz pierwszy zaśpiewała swą partię-marzenie: Violettę w Traviacie. Śpiewała ją później wiele razy i na wielu scenach, polskich i zagranicznych, nadając swej interpretacji i ogromny żar, i wielką szlachetność. Wokalnie była precyzyjna i całkowicie swobodna. Wszystkie wysokie dźwięki i koloraturę śpiewała z ogromną brawurą i dokładnością. Kolejne partie Słonickiej na scenie warszawskiej to Ewa w Hrabinie, Gilda w Rigoletcie, Leonora w Trubadurze, Zerlina i Donna Anna w Don Giovannim, Giulietta i Antonia w Opowieściach Hoffmanna, Jenny w Rozkwicie i upadku miasta Mahagonny, Mimi w Cyganerii, Elżbieta w Don Carlosie, Roksana w Królu Rogerze, Małgorzata w Fauście, Micaela w Carmen, Desdemona w Otellu, Poppea w Koronacji Poppei, pani Ford w Falstaffie. W sumie było tych partii 30. Śpiewała je głównie na scenie TW w Warszawie, ale także i na innych scenach krajowych i zagranicznych. O jej rolach scenicznych krytycy wyrażali się z entuzjazmem: podkreślamy sukces ujmującej piękną aparycją i szlachetnością głosu Haliny Słonickiej (J. Macierakowski, 1964), najdłużej pozostaje w pamięci kreacja H. Słonickiej, jej ogromna ekspresja, sugestywna, wzruszająca interpretacja roli Małgorzaty (T. Księska, 1960), sposób śpiewu u Słonickiej, silny, dramatyczny, zarysowany z szerokim rozmachem jak fresk (J. Weber, 1971), prym wiodła piękna, wesoła, doskonale śpiewająca Halina Słonicka (J. Waldorff, 1976), znakomita interpretacja Haliny Słonickiej (H. Swolkień, 1986). Najtrafniej jednak sztukę sceniczną Haliny Słonickiej oddał jej częsty partner Bogdan Paprocki, który swój jubileuszowy (30-lecie pracy) program ozdobił taką oto dedykacją dla artystki: Modrzejewskiej scen operowych.
Obok opery ważną dziedziną sztuki odtwórczej artystki były pieśni oraz oratoria i kantaty. Jej wszechstronne wykształcenie muzyczne, muzykalność i smak artystyczny pozwalały na swobodne poruszanie się wśród różnych stylów i epok: mistrzowie włoskiego baroku, Mozart, Schubert, Schumann, Rachmaninow, Duparc, Moniuszko, Nowowiejski, Szymanowski. Wszystko śpiewała w innym nastroju, wyczuwała intencje kompozytora, stosowała różnorodne środki muzyczne. Jej interpretacje były przemyślane i logiczne. Spośród partii w oratoriach i kantatach (miała ich w repertuarze około 30) najwięcej i najchętniej śpiewała Bacha, Beethovena, Haydna i Mozarta, a najczęściej z orkiestrami Filharmonii Narodowej, WOSPR-u i Filharmonii Krakowskiej. Współpracowała z wybitnymi dyrygentami polskimi i zagranicznymi, m.in. z J. Krenzem, S. Wisłockim, J. Katlewiczem, J. Semkowem, W. Rowickim, B. Wodiczką, P. Kleckim i K. Masurem.
Od 1980 roku Halina Słonicka rozpoczęła pracę pedagogiczną. Początkowo w Białymstoku na Wydziale Wychowania Muzycznego filii warszawskiej AM, a potem już w samej stołecznej Akademii. Wyrobiłam sobie własny styl uczenia – mówiła artystka w jednym z wywiadów. – Nauczanie to proces tworzenia, każdy uczeń ma ten punkt, od którego jego głos może stać się jedynym, oryginalnym. Ja obserwuję, jak ten głos się rozwija i idzie we właściwym kierunku. I czuwam, aby tak było. Bardzo dbam o to, by szanować i zachować indywidualność każdego wychowanka. Wszystkich uczę dążenia do profesjonalizmu. Ale staram się zachować ich osobowość. Pilnuję, by każdy szukał własnego stylu zgodnie z tym, do czego predysponuje go własny głos (K. Siemiatycka, Kobieta i życie nr 18/1991 r.). Do jej najbardziej znanych uczennic należą: Dorota Radomska (sopran), Beata Morawska (mezzosopran), Małgorzata Walewska (mezzosopran) i Katarzyna Trylnik (sopran).
Halina Słonicka pozostawiła stosunkowo dużo nagrań, głównie radiowych. Płytowe i taśmowe zachowały się jednak tylko w wersji analogowej. Stanowią one oczywiście dokument wielkiej sztuki wokalnej tej znakomitej artystki, ale nie ukazują wszystkich możliwości i całego piękna jej głosu. Oto zestawienie tych płyt i kaset, do których udało się dotrzeć autorowi niniejszego szkicu:
Jacek Chodorowski
Patrz też: