26

Re: Opera poznańska 2012

Wywiad z nową Panią Dyrektor:
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/ … ,id,t.html

27

Re: Opera poznańska 2012

W końcu coś wiadomo o premierach sezonu:
1) 27 X 2012 - G. Puccini - Cyganeria, to już powieszone na stronie, nawet nazwiska śpiewaków są.
2) 31 XII 2012 - J. Strauss - Zemsta nietoperza, dobrze, że wraca na scenę, ciekaw jestem, czy będzie równie zwariowana jak ostatnia Zemsta w reż. H. Baranowskiego z 1993 r.
3) 23 II 2013 - E. Humperdinck - Jaś i Małgosia, lata nie widziana opera w TW, ostatnia premiera w 1957 r.!
4) w okolicach Międzynarodowego Dnia Tańca (w 2013 to 29 IV) - I. Strawiński - Święto Wiosny + Król Edyp (nigdy w Poznaniu na scenie nie grany)
5) maj 2013 - K. Meyer - Cyberiada, bardzo się cieszę, bo cenię tego kompozytora,
6) czerwiec 2013 - G. Verdi - Falstaff (pojawił się na scenie TW raz, premiera w 1988 r.)

28

Re: Opera poznańska 2012

Zestaw każący patrzeć na nową dyrekcję z nadzieją. Ładne wyważenie proporcji między tradycyjnym, operowym pluszem a nowoczesnością. Na "Falstaffa" pójdę z dziką radością - inscenizacja z 1988 była jak dotąd jedyna, ale jak pomnę, grywana była dość intensywnie i utrzymała się na afiszu stosunkowo długo...

29

Re: Opera poznańska 2012

Cyganeria z gazowni?

Ja bym jeszcze potraktował jako prapremierę extra: recital BK.

2014 to rok Richarda Straussa.

30

Re: Opera poznańska 2012

Na pewno nie z gazowni, co po nazwisku reżysera widać :-)

31

Re: Opera poznańska 2012

Niestety dochodzą niepokojące wiadomości, że jednak premiery Zemsty nietoperza nie będzie w tym roku. Poprzednia dyrekcja zostawiła długi, które powodują, że na premierę pieniędzy nie starczy.
Mnie natomiast niepokoi coś innego. Dlaczego do dyrygowania wrócił Maciej Wieloch. Poprzednia dyrekcja słusznie odsunęła od takiej pracy tego dość przeciętnego dyrygenta (nie chcę powiedzieć ostrzej, chociaż by się należało). Jakby nie patrzeć po pracy z Kozłowskim, Chmurą, nawet Nowakowskim, Wieloch to spory regres.
Nie mam zielonego pojęcia, po co również wraca na scenę Wera Baniewicz. Jest taki czas dla każdego artysty, że trzeba godnie odejść, a nie odrywać siłą od kulisy. Na naturę nie pomoże ani siłownia, ani nawet najlepsza farba na włosy. Całe szczęście z Cześnikowej ją zdjęto, ale jak znam życie, będzie prezenotwała starcze alikwoty i bojaźń w oczach przed każdą górą jako Amneris. Po Annie Lubańskiej znów to będzie spory regres, o ile to zaśpiewa.

32

Re: Opera poznańska 2012

Faktycznie, nawet na stronie Teatru p. Wielochowi dopisano kierownictwo muzyczne "Strasznego dworu" - a to już duża przesada. Chyba wyszłoby taniej i korzystniej postawić na pulpicie taktomierz... Pojawienia się w obsadach p. Baniewicz takoż nie rozumiem...

33

Re: Opera poznańska 2012

Jest jedna dobra wiadomość. Mariusz Kwiecień, pomimo braku premiery Rogera, znowu zaśpewa pod pegazem 7 i 9 grudnia Oniegina.

Nie ma za to premiery Zemsty Nietoperza, 30 i 31 w będą koncerty sylwestrowe.

34

Re: Opera poznańska 2012

Szujski wrote:

Jest jedna dobra wiadomość. Mariusz Kwiecień, pomimo braku premiery Rogera, znowu zaśpewa pod pegazem 7 i 9 grudnia Oniegina.

Ok, cieszę się bardzo, że wraca po wielu latach do Poznania. Jednak ceny biletów 40-200 zł lekko odstraszają. Nic, będą zajęte balkony smile

35

Re: Opera poznańska 2012

Cóż, przy całej mojej estymie dla Mariusza Kwietnia - przy takim cenowym skandalu ja głosuję nogami... nie tak dawno temu w TWON bilety były po 280, ale za te pieniądze się dostało cały Maryjski, "Wojnę i pokój" i Gergieva na dodatek...

36

Re: Opera poznańska 2012

Loża środkowa: 200 zł

Parter, Loże boczne, Balkon I: 130 zł - bilet normalny, 100 zł - bilet ulgowy

Balkon II: 100 zł - bilet normalny, 70 zł - bilet ulgowy

Balkon III: 60 zł -bilet normalny, 40 zł - bilet ulgowy

Tak czy inaczej, drogo. Pani rzecznik Teatru napisała, że to normalne, że jak występują gwiazdy, to ceny rosną. Jakoś tego w Deutsche Oper nie zauważyłem, więc może trzeba dodać, że w prowincjonalnych teatrach ceny tak rosną. Nic, sparzą się, nauczą się.

37

Re: Opera poznańska 2012

To tak na wszelki wypadek, aby nie zapomnieć o takim jedynym recitalu, który miał miejsce w Poznaniu. Do tego należy oczywiście dodać niepowtarzalny Bis.

Barbara Kubiak sopran
Olena Skrok fortepian

Program:

Richard Wagner
Wesendonck-Lieder, nr 1-5, sł. Mathilde Wesendonck
Der Engel
Stehe still!
Im Treibhaus
Schmerzen
Träume

Stanisław Moniuszko
Pieśń Hanki
Dalibógże, sł. Józef Massalski
Groźna dziewczyna
Prząśniczka, sł. Jan Czeczot

Siergiej Rachmaninow
Zdies charaszo, op. 21 nr 7, sł. Glafira Galina
Paliubiłaja na pieczal swaju, z Sześciu romansów, op. 8 nr 4, sł. Aleksiej Pleszczejew
Wiesennije wody, op. 14 nr 11, sł. Fiodor Tiutczew

Karol Szymanowski
Łabędź, op. 7, sł. Wacław Berent
Daleko został cały świat
Lecioły zórazie
z Sześciu pieśni op. 2 nr 1, 3, sł. Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Uwoz, mamo roz, z Pieśni kurpiowskich, op. 58 nr 3, sł. ludowe

2014 to rok Richarda Straussa.

38

Re: Opera poznańska 2012

Zwierko w Teatrze Wielkim w Poznaniu

http://poznan.culturowo.pl/aida-giusepp … o--e21532/
oraz 25 listopada w ramach Dni Verdiego

Po spektaklach można pisać druzgocące opinie ;-)

Pozdrawiam
CZESŁ@W - mąż artystki

39

Re: Opera poznańska 2012

Cieszymy się, że zamiast p. Baniewicz wystąpi Agnieszka Zwierko.
Z innych zmian obsadowych. W "Eugeniuszu Onieginie" 7 i 9 XII obok Mariusza Kwietnia wystąpi Joanna Kozłowska jako Tatiana i Paweł Skałuba jako Leński.

40

Re: Opera poznańska 2012

Skromniusieńkie XII Dni Verdiego rozpoczął koncert galowy z muzyką patrona. Wystąpiły dwa soprany (Gweneth-Ann Jeffers i Barbara Kubiak), tenor (Kałudi Kałudow) i baryton (Giuseppe Altomare). Wszyscy już znani poznańskiej publiczności. Koncert w sumie całkiem niezły, chociaż w pamięci zostają jednak występy tylko dwóch artystów: Giuseppe Altomare i Barbary Kubiak. Oboje potwierdzili swoja klasę. Jeżeli chce się zachwycić poznańską publiczność "Pace, pace" z Mocy przeznaczenia, to jednak trzeba śpiewać znacznie lepiej niż zaprezenowała to nam p. Jeffers. Rozpieszczeni jesteśmy od ponad 20 lat.
Mam jednak sporo uwag do doboru repertuaru. Czy warto prezentować dośc smutną jednak arię z Balu maskowego "Morro, ma prima in grazia" (chociaż świetnie wykonaną)? Może warto byłoby np. arię Elwiry z Ernaniego? Czy warto prezentować duet Leonory i Don Alvara z I aktu Mocy przeznaczenia, a zamiast tego może jednak duet Don Carlosa i Alvara z III aktu. Może warto sięgnąć po arie Elżbiety czy Posy z Don Carlosa? Mam wrażenie, że koncert był głównie ułożony w ten sposób, żeby Gweneth-Ann Jeffers mogła zaprezentować to, co umie zaśpiewać, a dokładnie sprawdziłem, że w repertuarze na właśnie Bal maskowy, Moc przeznaczenia i Trubadura. Aidę zaśpiewa całą w niedzielę, popetrzymy. Głos duży, dzwięczny, nośny, ale niekoneicznie ładny we wszystkich rejestrach, a już na pewno z brakami technicznymi i kondycyjnymi. Nie zmienia to faktu, że nie tak chyba się układa program wieczoru.
I troche goryczy dotyczącej orkiestry. Koszmarny trzeci pulpit pierwszych skrzypiec, harfistka, która nie umie dobrze grać, i kiksująca pierwsza trąbka (Trubadur!), co jest zaskoczeniem, bo blachę Teatr Wielki zawsze miał dobrą, znacznie lepszą niż orskiestry Filharmonii.

41 (edited by cronwood 2012-12-11 01:45:43)

Re: Opera poznańska 2012

Głos po wodzie niesie...

Tak się jakoś złożyło, że rozluźnił się nam kontakt z lokalnym, poznańskim teatrem operowym. Po części zapewne dlatego, że się przeprowadziliśmy kilka lat temu pod miasto i wyjście do opery stało się wyprawą - a skoro trzeba wsiadać w samochód, to można już zajechać na przykład do Berlina czy innej Łodzi, albo i, o zgrozo, Warszawy. Trudno było też zgodzić się z ofertą programową dyrektora Znanieckiego - ja owszem, wierzę w różne dziwactwa na małej scenie, byleby były hors d’ouvrem a nie piece de resistance, dziwactw na dużej scenie (“Dzień świra” kompozytora Tabęckiego, przy którym Piotr Rubik jest Mozartem kompozycji) przyswajać już nie mogę. Zresztą nigdy nie mogłem.

Nie jest celem tego wpisu opisanie kondycji poznańskiej opery po zakończonej jakiś czas temu dyrektorskiej kadencji Znanieckiego, zwłaszcza, że wnikliwej analizy dokonał już Maciej Jabłoński (http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/148344.html). Chciałem tylko opisać swoje, mam nadzieję, pożegnanie z reżyserem Znanieckim, które odbyło się w zeszłą niedzielę przy okazji “Eugeniusza Oniegina”.

Spektakl jest koprodukcją miedzynarodową (Kraków, Poznań, Bilbao, La Plata), co podobno jest ze względów kosztowych korzystne dla uczestniczących oper (a poza tym wpisuje się pieknie w modus operandi Znanieckiego - reżysera na walizkach). Z tego, co doczytałem, spektakl dotarł do Poznania (premiera kwiecień 2012) po premierze krakowskiej (grudzień 2010) i staggione w Bilbao oraz La Plata. Notka PAP donosi triumfalnie  o “prestiżowej nagrodzie Premios Líricos Teatro Campoamor” dla spektaklu za najlepszą inscenizcję roku 2011. Zaraz, zaraz: Teatro Campoamor to nieduży teatrzyk w równie niedużym asturyjskim Oviedo, a nagroda jest przyznawana od 2005 roku przez fundację, którą założył miejscowy samorząd. To mniej więcej tak, jakby teatr w Częstochowie przydzielał nagrody prezydenta miasta. No ale wiadomo, polski kundlizm przeze mnie przemawia, niech ma i niech się cieszy.

Teraz już kurtyna w górę. Tandetna, przeładowana scenografia, jakiś totalny bałagan na scenie, pnie brzóz, srebrne kurtyny, fioletowa poświata, aluminiowe wiadra. I starsza pani (Łarina, matka Tatiany i Olgi) usiłująca robić strip-tease, w czym, na szczęscie, przeszkadza jej inna starsza pani (Filipiewna). Generalnie reżyser ma dużo różnych małych pomysłów, którymi usiłuje przykryć brak dużego pomysłu na reżyserię całości. Słodką tajemnicą Znanieckiego pozostanie dlaczego Triquet próbuje zgwałcić Tatianę na stole bilardowym, przy entuzjazmie pozostałych gości. Dlaczego pojedynek Leńskiego z Onieginem rozhermetyzowany jest tłumem postaci wpadających na scenę (w tym Łarinę, która z jakiejś niedocieczonej przyczyny demonstracyjnie je w tym momencie jabłko). A sam pojedynek, dlaczego na krach? A Tatiana dlaczego przyjmuje Oniegina w desusach, zarówno we własnej sypialni w pierszym akcie, jak i później, będąc księżną Gremin, w akcie trzecim? (No, może to logiczne, tam jest dziedziczne obciążenie ekshibicjonizmem).

W ogóle reżyser Znaniecki nie ma pomysłu na ruch sceniczny. W odróżnieniu od reżysera Trelińskiego, który chóru nie lubi i chowa go już to za scenę, już to do orkiestronu, już to na balkony widowni, reżyser Znaniecki chór, balet i statystów lubi i zgodnie z maksymą "im więcej tym lepiej" trzyma wszystkich na scenie przy każdej możliwej okazji (albo i bez), ale nie ma pomysłu na to, co ci wszyscy ludzie mieliby na tej scenie robić. Więc albo zastygają jak świeczki w kandelabrze, albo miotają się po niej bez sensu. Inna sprawa to kostiumy. Ja rozumiem względy budżetowe, konieczność oszczędności i że trzeba z jednej beli materiału cały chór obszyć, zwłaszcza aby się odróżniał od bardziej wielobarwnych solistów. Ale nie rozumiem dlaczego rosyjscy żniwiarze w I akcie ubrani są na czarno. I nie rozumiem, dlaczego wszystkie damy na balu w II akcie mają zielone kostiumy (rzucili na gubernię do GSu zieloną taftę i lokalne ziemiaństwo obkupiło się i obszyło).

To wszystko, co napisałem wyżej to jest nic i długo jeszcze niczym pozostanie przy reżyserii i scenografii trzeciego aktu, w którym reżyser każe solistom, chórowi i baletowi taplać się w wodzie. Reżyser Warlikowski ma taką obsesję na punkcie basenu kąpielowgo, który umieszcza we wszystkich swoich inscenizacjach w ramach poprawiania librecistów, którzy akurat nie przewidzieli basenów w swoich operach. Ale u reżysera Warlikowskiego basen jest pusty, rzec można symboliczny. Późne wnuki reżysera Warlikowskiego poprawiają mistrza wprowadzając na scenę wodę: Treliński w “Latającym Holendrze” i teraz Znaniecki w “Oniegnie”. Woda nie jest jeszcze na tyle głęboka, aby balet uprawiał pływanie synchroniczne, ale jakieś chlupane i pryskane tańce mogą się odprawiać i odprawiają. W gustownych kaloszkach. Dziwne to rzuca światło na bale petersburskiej arystokracji w pierwszej połowie XIX wieku.

Książe Gremin jeździ sobie po tej sadzawce wózkiem inwalidzkim (nie pytam już dlaczego - poznański teatr wózek ma na stanie: jeździ nim w Traviacie baron Douphol, w Ernanim Silva, więc Znaniecki jako dobry dyrektor dba o amortyzację środków trwałych) ergo woda go nie dotyczy, ale taplać się musi Tatiana: najpierw zrzuca suknię do wody, aby potem, po odprawieniu awansów Oniegina podnieść ją mokrą i próbować na siebie założyć. Sam Oniegin brodzi w brodziku z godnością niczym czapla.

No dobrze, a teraz trzeba się zapytać - dlaczego? Czy też, w wersji bardziej uproszczonej: po jaką cholerę? Co wnosi wystawianie trzeciego aktu w sadzawce, czym jest spowodowane, jakie głębie interpretacyjne z sobą niesie? Otóż, odpowiadam, nic nie wnosi, niczym (oprócz chorej fantazji reżysera) nie jest spowodowane i nie niesie żadnych głębi. Są jakieś opery związane z wodą, które, gdy kto się uprze można wystawiać w akwarium, na przykład “Poławiacze pereł” czy “Rusałka”, ale przecież nie “Oniegin”!? Widz nie dostaje żadnych wskazówek interpretacyjnych z treści sztuki. Musi zapoznać się z wywiadem z reżyserem, w którym czytamy, że oto Onieginowi roztopiło się serce: emocje były zamarznięte i teraz puściły. No proszę, a ja myślałem, że Gremin na wózku nie trzyma moczu i posiusiuje po całym pałacu. Można tylko się cieszyć, że reżyser Znaniecki nie połączył swojej koncepcji z warszawskiej “Łucji z Lamermoor” ("świat do góry nogami") z “Onieginem”, bo wtedy woda byłaby nie do opanowania.

Dawno temu nasi znajomi pracujący w hamburskiej operze opowiedzieli nam o horrendalnej inscenizacji “Nabucco”, gdzie pani reżyser zrobiła na początku zebranie załogi i przedstawiła swoja koncepcję spektaklu i jego osi dramaturgicznej: tytułowy bohater wykorzystuje seksualnie swoje córki: Abigail i Fenenę, co prowadzi do rywalizacji pomiędzy nimi o względy ojca. Na nieśmiałe protesty, że to jakby mało związane z treścią i w sumie niezbyt życiowe pani reżyser odpowiedziała asertywnie, że jest to bardzo życiowe, co więcej przytrafiło się to właśnie jej w dzieciństwie. I jej psychoterapeutka miała taką koncepcję żeby odreagować tę traumę poprzez pokazanie jej na scenie. I to jest bardzo dobra koncepcja. Nie wiem, co przytrafiło się w dzieciństwie reżyserowi Znanieckiemu, ale może trzeba przestać odreagowywać to reżysersko.

PS. Wypadałoby coś napisać o solistach i orkiestrze, ale nie mam siły.

42

Re: Opera poznańska 2012

Poznań 03.02.2013 r
Giuseppe Verdi - AIDA
AIDA - Barbara Kubiak
AMENRIS - Agnieszka Zwierko
RADAMES - Kałudi Kałudow
AMONASRO - Jerzy Mechliński
RAMFIS - Rafał Korpik (debiut w partii)
FARAON - Krzysztof Bączyk (po raz 2 w partii)
KAPŁANKA - Monika Mych - Nowicka
POSŁANIEC - Piotr Friebie
koryfeje i zespół baletowy oraz uczniowie Szkoły Baletowej w Poznaniu
Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu
pod batutą maestro Gabriela Chmury

W tym roku, poznańskiej inscenizacji AIDY stuknie 12 lat. 20 maja 2001 roku po raz pierwszy pojawiła się ta inscenizacja również z Barbarą Kubak w tytułowej partii. Wówczas, debiutujący dziś w partii Ramfisa Rafał Korpik śpiewał Faraona.
Przez 12 lat naprawdę wielu śpiewaków przewinęło się przez tą inscenizację, jedni zapadli w pamięć jak np. Agnieszka Lubańska czy Irina Makarova jako Amneris, Bogusław Szynalski czy Adam Szerszeń jako Amonasro. Były też gwiazdy jako Aida (Gweneth Ann Jeffers)  , czy jak dziś Amneris (Agnes Zwierko), które niestety nie zachwyciły... Pomijam nieszczególne emploi sceniczne pani Zwierko (momentami przypominała mi draq queen z niemieckich kabaretów), to jednak głosem nie ratowała partii. W dołach może i ładnie ciemny głos ale zupełnie nie nośny, sąsiad zwrócił mi uwagę iż wygląda "jakby tylko gębę otwierała i nie śpiewała" czyli głos był zupełnie nie nośny z czym się zgodzę. W średnim i górnym rejestrze było dużo lepiej jeśli chodzi o nośność za to dużo gorzej bo... wibrująco i w najwyższych dźwiękach wręcz jazgotliwie z dużym niestabilnym i nieprzyjemnym wibrato. Zdaje się po warszawskim Don Carlosie i występie w roli Eboli pani Zwierko pojawiły się również nieco rozbieżne recenzje, w jednej bodaj pisano o tym że tej partii wyrzykiwać się nie powinno... Uważam że partii Amneris również, mimo iż emocji w niej sporo.
Na tym tle świetnie wypadł występujący gościnie acz często (ku ogormnej radości poznaniaków) Kałudi Kałudow w roli Radamesa. Lejący się głos z ogromną swobodą, pieknymi odcieniami momnetami przypomina mi głos Pavarottiego choć u Kałudowa wiecej jest prawdziwych uczuć i elektryzującego zadziornego pazura - bosko! Słowa uznania należą się też Rafałowi Korpikowi, który jak wspomniałem wyżej debiutował w roli Arcykapłana Ramfisa. Czysto, pewnie, wyrównanym dźwiękiem narysował partię, która w założeniu może nie ma znacząco przykuwac uwagi ale ze względów dramaturgicznych jest dość istotna, więc nie może być poprostu odśpiewana. Mimo scenicznego debiutu zadanie jednak zostało zrealizowane bardzo dobrze - BRAVO panie Rafale! Również świetnie wypadli Krzysztof Bączyk, Jerzy Mechliński, Monika Mych i Piotr Friebe. A więc cały spektakl na wysokim poziomie choć szczególne BRAVA należą się Maestrze Kubiak. Śpiewa tę partię od wielu lat nie tylko na poznańskiej scenie ale innych scenach operowych Polski i świata. Śpiewała poznańską premierę tej inscenizacji 12 lat temu i przez ten cały czas choć wydawało by się że można się znudzić partią, że to sie staje jakby chlebem codziennym Barbara Kubiak utrzymuje stale wysoki poziom interpretacyjny. Dziś obejrzeliśmy i wysłuchaliśmy Aidy, która maluje odcieniami, piana i przejścia w forte były magiczne jak wielka i magiczna jest miłośc Aidy do Radamesa czy muzyka Verdiego. Wielki szacunek za to, że przez tyle lat Maestra Kubiak nie odśpiewuje Aidy tylko na 3 godziny w każdym przedstawieniu poprostu się nią staje, wyciskając łzy wzruszenia wśród publiczności. To było dla mnie bardzo ważne przedstawienie, po cięzkim wypadku, w którym omal nie straciłem życia zrozumiałem że prócz życia mogłem stracić okazje uczestniczenia w takich wieczorach jak ten. Dlatego tym bardziej się ciesze i tym bardziej warto żyć także dla takich chwil jak ta dzisiejsza spędzona w Operze Poznańskiej.
Również wielki szacunek i podziekowania dla Maestro Gabriela Chmury za niesamowite mobilizowanie orkiestry, wspaniałą dynamikę i cudne partnerowanie solistom!
Oby więcej takich chwil!

43

Re: Opera poznańska 2012

Nie wnikając w meritum wypowiedzi - ten kawałek o drag queen jest po prostu nie na miejscu. Nie będę tłumaczył dlaczego ale werwa pisarska nie może wykluczać pomyślunku, że o kindersztubie nie wspomnę. Z tą nośnością też trochę nie tak, chyba to trochę zależy od miejsca, z którego się słucha. Co prawda z 6-go rzędu, ale nie narzekałem smile No i przyłączam się do gratulacji dla p. Korpika...

44

Re: Opera poznańska 2012

k_arol wrote:

Nie wnikając w meritum wypowiedzi - ten kawałek o drag queen jest po prostu nie na miejscu. Nie będę tłumaczył dlaczego ale werwa pisarska nie może wykluczać pomyślunku, że o kindersztubie nie wspomnę. Z tą nośnością też trochę nie tak, chyba to trochę zależy od miejsca, z którego się słucha. Co prawda z 6-go rzędu, ale nie narzekałem smile No i przyłączam się do gratulacji dla p. Korpika...

Siedziałem w 4 rzędzie i nie musze nosić aparatu sluchowego.
Nie jestem artystą ale gdybym był to nawet jeśli taka była by wizja rezysera charakteryzatora itp nie wyszedłbym na scenę np. z gównem na głowie. Pani Zwierko mimo iż osobiscie nie pdzypadła mi do gustu, jest szanowaną artystką i czegoś takiego nie powinna akceptować.

45 (edited by legat8 2013-02-16 21:10:28)

Re: Opera poznańska 2012

Niepotrzebny „Wolny strzelec”
Jak na warunki polskie „Wolny strzelec” Webera ostatnio dość często gościł na polskich scenach operowych, a gość to raczej rzadki. Tak się złożyło, że widziałem wszystkie inscenizacje tej opery w Polsce w ostatnich latach, to jest przedstawienie z Opery Wrocławskiej (premiera 15.09.2002 r., reż. Marek Weiss-Grzesiński), Teatru Wielkiego w Poznaniu (premiera 22.04.2006 r., reż. Maria Sartova), Warszawskiej Opery Kameralnej (premiera 12.12.2007 r., reż. Marek Weiss-Grzesiński) i Teatru Wielkiego w Łodzi (premiera 14.03.2009 r., reż. Waldemar Zawodziński). Przedstawienie warszawskie i wrocławskie łączy osoba Marka Weissa, a poznańskie i łódzkie – Waldemara Zawodzińskiego i Marii Balcerek.
Teatr Wielki w Poznaniu postanowił wznowić to przedstawienie 25 stycznia 2013 r. pod nową dyrekcją muzyczną Kaia Bumanna i z nieco zmienioną obsadą. Domyślam się, że nowa Dyrekcja Teatru chciała wznowić coś z kanonicznego repertuaru niemieckiego, a do wyboru mając jeszcze „Fidelia” Beethovena (ciekawa reżyseria Tomasza Koniny) i „Tannhäusera” Wagnera, wybrała po prostu tytuł najłatwiejszy do przygotowania. O ile można się zgodzić z polityką umieszczenia w repertuarze również dzieł niemieckich kompozytorów, to jednak znacznie bardziej rozsądne byłoby chyba wznowienie „Tannhäusera” (w roku Wagnera!), niż odświeżanie trupa teatralnego. „Wolny strzelec” w reżyserii Marii Sartovej to gniot teatralny, nudny, nieciekawy plastycznie, reżysersko. Śpiewacy pozostawieni sami sobie, ratują się raz lepiej, raz gorzej, ale ogląda się to źle. Najlepiej w ogóle słuchać spekaklu na III balkonie siedząc tyłem.
Niekoniecznie również dobrano we właściwy sposób obsadę wznowieniową (byłem na kolejnym spektaklu, 26 stycznia). Michał Marzec (Max) powinien raczej myśleć, jak zakończyć w chwale swoją karierę śpiewaka, a nie epatować publiczność problemami wokalnymi. Barbara Gutaj (Anusia) śpiewała bez wdzięku, grając jak zwykle siebie, a Tomasz Mazur (Otokar) zaśpiewał tak, że miałem w ogóle problem, żeby rozpoznać jego głos. Dzieje się coś z nim bardzo niedobrego. Pominę milczeniem niemiecki, zwłaszcza w partiach mówionych, bo mogły od tego zaboleć zęby. Cierpię, ale jestem wyrozumiały.
Czy są więc jakieś dobre strony tego spektaklu? Zauważyć z pewnością trzeba nieźle grającą orkiestrę. Bardzo ładnie zaśpiewała Magdalena Nowacka, której głos jest stworzony do partii Agaty. Niezłym Kacprem był Rafał Korpik, który ostatnio śpiewa coraz lepiej. Ale to jednak za mało, żeby ta inscenizacja została na dłużej w repertuarze teatru. Lepiej o niej jak najszybciej zapomnieć. Takiego teatru, tak wyzutego z sensu, po prostu wstyd. Moim zdaniem jest to pierwsza chybiona decyzja obecnej Dyrekcji.

46 (edited by gioacchinoPn 2013-05-09 22:04:57)

Re: Opera poznańska 2012

Giacomo Puccini - Tosca
9 maja 2013 roku
Tosca - Barbara Kubiak
Cavaradossi - Kałudi Kałudow
Scarpia - Jerzy Mechliński
Angelotti - Rafał Korpik
Zakrystianin i Strażnik - Andrzej Ogórkiewicz
Spoletta - Karol Bochański
Sciarrone - Jaromir Trafankowski

Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu oraz Poznański Chór Chłopięcy
dyr Zbigniew Graca

Zaskoczeniem dzisiejszego wieczoru, którego finału się nie spodziewałem było pojawienie się w kanale zamiast Tadeusza Kozłowskiego Pana Zbigniewa Gracy. Już pierwsze takty ujawniły, że będzie to inna Tosca... Jednak z każdą frazą w tempie geometrycznym rosło moje zdziwienie by w finale niemal doprowadzić do efektu, że zwątpiłem na jakiej operze jestem... Już w pierwszym akcie leniwe by nie powiedzieć ślimacze tempo zaowocowało, że w pięknej Recondita armonia (podobnie było w E lucevan le stelle) omal dyrygent nie "udusił" Cavaradosiego a Pana Kałudowa trudno "udusić" bo oddech ma wielki  a głos się pięknie leje... dalej już było tylko gorzej, przez rozwlekośc temp i brak wyraźnego raz, oriestra nie wchodziła równo a śpiewacy często musieli wręcz uciekać z fraz. Kręcone rękami w kanale młynki zaowocowały, że scena z orkiestrą rozmiała sie momentami o pół taktu... To, że fantastycznej tego wieczoru Barbarze Kubiak w popisowej arii Vissi d'are vissi d'amore nię pekły struny głosowe to cud. Dospiewała i wyśpiewała wszystko cudownie więc tym bardziej brava! Jerzy Mechliński całkiem słusznie urywał nadmiernie wytrzymywane przez dyrygenta nuty, szkoda tylko że by dojść na czas do biurka czy okna musiał robić slalom miedzy nieistniejącymi rekwizytami, niestety nie udało się to wychodzącemu z pokoju Spolettcie który idąc zwyłym tempem doszedł do drzwi zbyt szybko jak na tempo dyrygenta i musiał czekać aż Scarpia go odwoła udając jakieś szmeranie zamkiem...TO że dyrygent nie widział orkiestry można by było jakoś może przeboleć, ale że nie zauwazył że z powodu zbyt wolnego tempa solistce - wiolączelistce siedzącej na przeciw dyrgenta skończył się smyczek to już kpina. Szkoda że go nim nie zdzieliła może by się przebudził. Dyrygując w tym tempie muzyką Wagnera przedstawienie skończyło by się nad ranem (w najlepszym wypadku). No coż w Tosce zamiast krwistego dramatu gdzie trup ściele się gęsto mieliśmy leniwe pogrywanie bez ładu i składu i nawet ogromne zaangażowanie całego zespołu i solistów nie uchroniło mnie przed... ziewaniem.
Ogromny szacunek raz jeszcze dla Barbary Kubiak i Kałudi Kałudowa dzięki nim ta inscenizacja naprawdę przyciąga ludzi do teatru. I jeszcze jeden "kamyszek do ogródka" - chyba kolejny raz przeze mnie wrzucany... czy tak trudno ustalić i na czas wydrukować, kto śpiewać będzie skromną ale jednak partię Pastuszka? Bo jego imię to chyba nie solista (bo napisane z małej litery) a nazwisko nie PCHCH (bo tego nawet wymówić się nie da) ? Czy ten chłopiec nie ma  imienia i nazwiska? Nie zasługuje na to by znaleść się we wkładce obsadowej do programów? Jeśli od młodych lat mamy okazywac taki brak szacunku dla "narybku" artystów, to nie bądźmy potem zdziwieni jakich potem mamy solistów...
Ziewając i przepraszając za to, oraz życząc dobrej nocy żegna się poznański operoman.

47 (edited by legat8 2013-05-10 08:45:37)

Re: Opera poznańska 2012

[/quote=Już w pierwszym akcie leniwe by nie powiedzieć ślimacze tempo zaowocowało, że w pięknej Recondita armonia (podobnie było w E lucevan le stelle) omal dyrygent nie "udusił" Cavaradosiego a Pana Kałudowa trudno "udusić" bo oddech ma wielki  a głos się pięknie leje... dalej już było tylko gorzej, przez rozwlekośc temp i brak wyraźnego raz[/quote]

Problemem nie było tylko wolne tempo całego spektaklu, ale również całkowity brak wyczucia frazy, specyfiki muzyki Pucciniego. Zamiast potoczystego grania, logicznego i zgodnego z teatralnym ujęciem kompozytora - dziwne zwolnienia, rwanie, manieryczność, która powodowała, że gubił pan dyrygent orkiestrę i solistów i gdyby miał inną, mniej doświadczoną obsadę, pewnie spektakl zakończyłby się jakąś katastrofą. I rzecz kuriozalna w przypadku dyrygenta operowego. Zamiast iść za solistą, pomagać mu, dyrygent ignorował śpiewaków, zajmując się chyba głównie sobą. Błagalny wzrok Spoletty (Karol Bochanski) wpatrzonego w dyrygenta czekającego na pokazanie wejścia, które rzecz jasna nie nastąpiło - bezcenne. Nieźle brzmiały smyczki i jak zwykle blacha (chociaż kiksy rogów były słyszalne), ale to nie zasługa tego dyrygenta, a wcześniejszej pracy innych (a p. Graca nie dba i ładne partnerowanie solistów, bo czasami tak rozpuścił orkiestrę, że z kanału wychodziła ściana dźwięku). Całe szczęście w czerwcu wraca Tadeusz Kozłowski, który się na tej muzyce zna jak mało kto. Pan Graca okazał się jednak dyrygentem, który być może zna się na Mozarcie, ale na pewno nie na Puccinim. Ale jak widać z faktu coraz częstszego pojawiania się za pulpitem - ambicie ma wielkie, tylko czy rzeczywiście czymś uzasadnione?
A propos nazwiska Pastuszka we wkładce obsadowej. Brak wynienienia nazwiska tego solisty PCHCH to jawne złamanie praw autorskich.

48

Re: Opera poznańska 2012

legat8 wrote:

(...) A propos nazwiska Pastuszka we wkładce obsadowej. Brak wynienienia nazwiska tego solisty PCHCH to jawne złamanie praw autorskich.

Think positive! A może Pastuszek jak usłyszał na próbie w czym ma uczestniczyć zdecydował się wycofać swoje nazwisko z obsady?

49 (edited by gioacchinoPn 2013-05-14 21:52:07)

Re: Opera poznańska 2012

Amilcare Ponchielli - La Gioconda
Dyrygent: Daniel Oren
Reżyseria, Scenografia oraz Kostiumy: Pier Luigi Pizzi
Oświetlenie: Sergio Rossi
Choreografia: Gheorghe Iancu
Orkiestra i Chór: Orkiestra i Chór Opery Paryskiej
Chór dziecięcy Opery Paryskiej (Maîtrise des Hauts-de-Seine)
Obsada:
Gioconda - sopran - Violeta Urmana
Laura Adorno - mezzosopran - Luciana D’Intino
Alvise Badoero - bas - Orlin Anastassov
Ślepa (La Cieca) - alt - María José Montiel
Enzo Grimaldo - tenor - Marcelo Alvarez
Barnaba - baryton - Sergey Murzaev

Transmisja z Paryża 13 maja 2013 roku.
Na początek kilka uwag technicznych... albowiem jakość transmisji mocno odbiegała od tych z MET niestety. Ogromnych problemów z mikrofonami do końca transmisji nikt nie uporządkował  tak wiec mieliśmy dźwięk z jednej strony, w dodatku lekko przesterowany. Obraz dobrej jakości jednak, sposób pokazania opery (reżyseria transmisji także pozostawiały moim zdaniem wiele do życzenia)
Druga uwaga organizacyjna to trochę żenujący (ze względu na chaos i słabe przygotowanie) komentarz Pani Aliny Kurczewskiej odnośnie prezentowanej opery. Po raz kolejny odnotowuje brak szacunku dla nazwisk wykonawców co u profesjonalnego dziennikarza nie powinno mieć miejsca a zdarza się kolejny raz sad Pani Alino dyrygent nie miał na nazwisko Orlen (to nazwa popularnej marki stacji benzynowej).
Co do samego przedstawienia to już sprawa wygląda zupełnie inaczej. Obsada na najwyższym poziomie, nie zawiodła czemu oczywiście dała wyraz publiczność opery paryskiej. Moim zdaniem zdecydowanymi gwiazdami wieczoru byli Marcelo Alvarez, Sergey Murzaev oraz Luciana D'Intino. Troche niedosytu miałem jeśli chodzi o Violete Urmane, górny rejestr ubogi w alikwoty i właściwie wyłącznie w forte. Podobnie Orlin Anastassov (na stronach Multikina przekręcono jego nazwisko) którego głoś tego wieczoru nie brzmiał ani zbyt pewnie ani mocno na tle innych protagonistów. Nieco blado wypadł dla mnie Daniel Oren prowadził orkiestrę jak dla mnie mało czujnie i mało barwnie ale tu chciałbym być ostrożny w krytyce albowiem nie mieliśmy odpowiedniej jakości dźwięku w transmisji by to obiektywnie móc ocenić.
Pochwalić także trzeba inscenizację oraz balet. Balet zawsze był mocno stroną francuzów szczególnie w Paryżu i tu nie zawiedli... ogromna owacja po Tańcu godzin była jak najbardziej uzasadniona. Miejmy nadzieję, że realizacja doczeka się wydania DVD z dobrym dźwiękiem wówczas będę pierwszym klientem chętnym zakupić do archiwum domowego to wykonanie...

50

Re: Opera poznańska 2012

No to mamy mały skandal... i choć na Trubadurze nieco dyskusje przycichły ot nie znaczy że nic się nie dzieje... oj dzieje się dzieje...
http://www.codziennypoznan.pl/dziennika … 2,akt.html