1

Topic: Opera Poznańska 2013/14

Zmarła Aleksandra Imalska....

2 (edited by gioacchinoPn 2014-03-09 22:41:56)

Re: Opera Poznańska 2013/14

Giuseppe Verdi - AIDA
09 marca 2014 r po raz 53 w Teatrze Wielkim im Stanisława Moniuszki w Poznaniu
AIDA - Barbara Kubiak
RADAMES - Arnold Rawls
AMNERIS - Helena Zubanovich
AMONASRO - Jerzy Mechliński
RAMFIS - Rafał Korpik
FARAON - Krzysztof Bączyk
KSPŁANKA - Monika Mych Nowicka
POSŁANIEC - Piotr Friebe

Już prawie 14 lat minęło od pierwszego przedstawienia tej inscenizacji Aidy w Poznaniu. To bardzo udana realizacja, choć dziś zacząłem mieć co do tego wątpliwości. Policzyłem to była 20 moja wizyta na tym przedstawieniu w Poznaniu. Widziałem różne odsady, różnych dyrygentów, ale ze wszystkich - przypomnę, że tym dziełem dyrygowali maestri Sompoliński, Dodnajewski, Nowakowski, Salmieri, Kozłowski oraz obecnie Gabriel Chmura ten ostani jest... najsłabszy, co dziś było szczególnie widać a raczej słychać. Słychać przede wszystkim że Pan Chmura lubi czwarty akt pewnie dlatego, że od niego już bardzo blisko do ulubionej rzeczy czyli przelewu na konto... Szkoda bo poznańska publiczność równie sobie ceni wszystkie cztery akty. Po pierwsze słychać, że orkiestra ma za mało prób i zdaję sie to nie wina orkiestry naprawdę ta starała się robić co mogła (może z wyjątkiem harfy - której to struny obsługa szarpała jakby były pod napięciem). Pan Chmura co przedstawienie ma inne tempa toteż nie dziwi fakt, że już w 3 takcie opery "wysypał" orkiestrę! Potem było coraz gorzej... dla mnie apogeum absudrdu był fakt, że po arii tenora aplauz rozpoczęła orkiestra (na wyraźny znak dyrygenta) uderzając smyczkami o pulpity a dopiero potem zmuszona odezwała się publiczność.  Żal...
Co do solistów to bardzo dobry występ odnotowali Jerzy Mechliński, Rafał Korpik, Krzysztof Bączyk, nawet niespecjalnie mógłbym się przyczepić do Arnolda Rawlsa w roli Radamesa, chociaż jego ADHD na scenie niezbyt służy i partii i całości opery. Jednakże aktorsko ale i głosowo najbardziej moją uwagę przykuła ... nie nie, nie Barbara Kubiak a Helena Zubanovich. Aktorstwo posągowe jak Statua Wolności, którą to figurę przybliżyła nam w przedstawieniu kilkukrotnie wcielająca się w Amneris Helena Zubanovich. Niestety odbiło się to w sposób znaczący na całym przedstawieniu, bo obok Aidy to główna protagnonistka, niestety do rzadkości należał jej kontakt wzrokowy z innymi solistami, odzywki i duety śpiewała do dyrygenta jakby poza nim świata nie widząc, zaniedbując całkowicie reżyserię Marka Weiss Grzesińskiego. Myślę, że gdyby ten ostani dziś przyszedł na przedstawienie chwycił by się za głowę i krzyczał! To nie jego przedstawienie! Bo jego naprawdę było piękne mądre i przemyślane. Opera jednak to nie tylko teatr ale także muzyka i śpiew, które powinny być w równowadze. Niestety muzycznie Pani Zubanowicz, również miała sporo momentów słabych, zdecydowanie było widać że całe przestawienie oszczędzała siły na duet z Radamesem i scenę sądu w czwartym akcie. Odpuszczając zupełnie finał 2 aktu a w pozostałych aktach zdarzało się być z wejściami niejednokrotnie za wcześnie albo za późno.Na tym tle inne poznańskie Amneris jak Makarova, Lubańska czy Zwierko to naprawdę wielkie gwiazdy! Na łez otarcie poznańskiej publiczności pozostała Barbara Kubiak jako Aida, która nie zawiodła czemu gromkimi brawami publika dała wyraz.
Jak zwykle wspaniale wypadł chór, nieco gorzej balet choć jak zwykle wisieńką na torcie był występ uczennic Szkoły Baletowej w Poznaniu.
Kto więc nie widział tego przedstawienia niech poczeka na lepsze czasy... lepszego dyrygenta, lepszy dobór obsady i większą dbałość o reżyserię - z czasów premiery, bo dziś to wszystko nie bardzo się trzyma kupy. A szkoda bo to jedna z najpiekniejszych kart muzyki operowej...

3 (edited by sommerreise 2014-03-15 00:05:47)

Re: Opera Poznańska 2013/14

Gwoli usprawiedliwienia orkiestry - szesc tytulow w jednym tygodniu to naprawde nie jest malo (oprocz spektakli licze rowniez proby do Don Giovanniego i do Cyrulika Sewilskiego) wiec moglo cos nie wyjsc. Odnosnie oklaskow - jak przypuszczam, chodzi o brawa po arii "Celeste Aida" - byc moze szanowny p. Gioacchino uznal za znak do oklaskow odbijanie taktow - stukanie przez dyrygenta batuta o palec moze z zewnatrz wygladac jak sugestia, ze nalezy klaskac. Co do p. Chmury, to szczerze powiedziawszy dawno nie bylo tu w Poznaniu tak charyzmatycznej osoby. I moze nie jest idealny, moze sie myli - ale jest to jednak prawdziwy muzyk i dyrygent z krwi i kosci. Powinnismy sie cieszyc, ze mamy w Poznaniu taka postac, ktora firmuje swoim nazwiskiem nasz teatr. Zastrzegam, ze nie probuje powiedziec, ze wszystko w tym teatrze dziala rewelacyjnie, bo z pewnoscia tak nie jest. Wydaje mi sie jednak, ze mogloby tez byc znacznie gorzej. A krytykowac jest bardzo latwo.

4

Re: Opera Poznańska 2013/14

Zgadzam sie z przedmòwca ze dawno nie mieliśmy w kanale tak charyzmatycznej osoby, charyzmatycznej jeśli chodzi o kasowanie pieniędzy ...

5 (edited by gioacchinoPn 2014-03-23 10:59:10)

Re: Opera Poznańska 2013/14

Wolfgang Amadeus Mozart - Don Giovanni
22 marca 2014 roku premiera w Teatrze Wielkim w Poznaniu
Don Giovanni - Stanislaw Kuflyuk
Leporello - Wojciech Śmiłek
Donna Anna - Iwona Hossa
Donna Elvira - Wioletta Chodowicz
Don Ottavio - Jeongki Cho
Zerlina - Natalia Puczniewska
Masetto - Krzysztof Bączyk
Il Commendantore - Rafał Korpik

Don Giovanni - czyli para w gwizdek.
To chyba jedna z bardziej oczekiwanych premier tego sezonu, oczekiwania większości były ogromne a jak wyszło ? Nie, nie jak zwykle...
Na początek to, co najbardziej pozytywnie mnie zaskoczyło. Soliści! Tak soliści... I zacznę od końca bo to najjaśniejsza gwiazda dzisiejszego wieczoru. Rafał Korpik jako Commendantore był rewelacyjny!!! Moim zdaniem to partia jego życia takiego Commendantore zawsze marzyłem usłyszeć i zobaczyć. I doczekałem sie...Panie Rafale szacun, wielki szacun!
Drugą gwiazdą wieczoru była nie mniej zaskakująca Iwona Hossa jako Donna Anna. Partie te już śpiewała w Warszawie w inscenizacji Trelińskiego ale wówczas było chyba za wcześnie na tę role... Teraz czas zdawał sie idealny, ale czy po tak intensywnym śpiewaniu Pendereckiego można jeszcze Mozarta śpiewać na najwyższym poziomie? Otóż można! Od początku do końca świetnie przemyślana i zaśpiewana partia!!! Trzeba było ochrypnąć przy końcowych owacjach by należycie podziękować Pani Iwonie. W tym przedstawieniu partie męskie wypadły lepiej a młodziutki Krzysztof Bączyk po raz kolejny pokazał, że to artysta światowego formatu. Wspaniale zaśpiewana partia Masetta, to kolejna gwiazdka do budowanego repertuaru przypomnę, że fantastycznie śpiewa też Faraona w Aidzie i Titurela w Parsifalu! Prosimy o więcej... Bardzo ciekawy także Leporello czyli Wojciech Śmiłek oraz Jeongki Cho jako Don Ottavio choć od tego ostatniego oczekiwałbym więcej nieco zróżnicowania w śpiewie. Wiem ze jego partia to taki "ciapciuś" ale i to można zaśpiewać bardziej emocjonalnie. Nieco mniej wiarygodna była też Natalia Puczniewska jako Zerlina może dlatego, że za wszelką cenę chciała być słodka, no właśnie chciała a nie była. Może już trochę za późno na tę partie. Słabym punktem była niestety Wioletta Chodowicz jako Donna Elwira, problemy intonacyjne - ogromne, do tego emocje miast w śpiewie pojawiały sie w głosie jako melorecytacja, co w Mozarcie jest wręcz nieznośne. Mam nadzieje, że to nie brak techniki tylko jakieś inne przyczyny zaważyły na takim poprowadzeniu parti. Na koniec zostawiłem sobie partie tytułową, w której usłyszeliśmy Stanisława Kuflyuka. Bardzo ładna barwa głosu choć do tej parti odrobine za mało gęsta i jak zauważył mój serdeczny przyjaciel mało w jego śpiewaniu szlachetności należnej Mozartowi, a zbyt dużo afektacji jak u Verdiego. Mimo to świetnie zaśpiewał i zagrał tytułowa partię. Jak zwykle świetny chór przygotowany przez Mariusza Otto. Także orkiestra wspięła się na wyżyny! Widać było ogromne skupienie i staranność, której przeszkadzał po raz kolejny dyrygent - Gabriel Chmura. Siedząc dziś nieco wyżej niż zwykle mogłem lepiej się przyjżeć jego pracy. Tempa były momentami zadziwiające i gdyby te jeszcze wynikały z chęci pójścia za spiewakami to byłoby to usprawiedliwienie. Ale dyrygent zdecydowanie nie szedł za śpiewakami co było niestety słychać, ba w drugim akcie gdzie Mozart rozpisał dodatkową orkiestrę (w poznańskiej inscenizacji znajdowała się na scenie), Pan Chmura raczył wysypać i nawet nie zebrać orkiestry na scenie i w kanale... Duży to zgrzyt, który jednak zrozumiałem widząc jak dyrygując lewą ręką kręci młynki a prawą z batutą macha tak w powietrzu, że zastanawiałem sie czy to trzydziestodwójki czy sześcdziesiecioczwórki, bo "raz" tam napewno nie było. Być może to dobry dyrygent ale nie do muzyki operowej, której zdaje sie nie lubi i nie rozumie.  W uwerturze zbyt mało dynamiki szczególnie miedzy początkiem, który powinien widza wcisnąć w fotel a jej częścią druga i tak już do końca...
Cześć muzyczną mamy wiec za sobą i teraz zaczynają się prawdziwe schody albo raczej tytułowa para w gwizdek. Bo o ile orkiestrze chórowi i solistom nie można odmówić ogromnego zaangażowania i pracy włożonej w przygotowanie tej premiery, to cześć inscenizacyjna czy też teatralna kładzie ten spektakl na łopatki. Wolałbym posłuchać wersje koncertową niż musieć oglądać to co oglądałem i szlag mnie trafia jak tylko pomyśle ile ten Pippo Delbono zgarnął za reżyserię,  scenografię i światła. Efekt - trzy czarne plamy przez trzy godziny z kilkoma bardziej czarnymi otworami jako wejściami na scenę, światła minimalistyczne a reżyserii NIE BYŁO !!! To co było porażało nijakością, niezrozumieniem tej opery, albo próbą wtloczenia gotowego skończonego dzieła z innej epoki w wizję (zreszta niezbyt interesującą) "seropozytywnego, homoseksualnego buddysty" jak określił siebie reżyser w innym przedstawieniu. Ponoć wg niego "ktoś, kto nie potrafi odnaleźć w sobie dziecka, nie znajdzie ze mną wspólnego języka". Zaiste... Rząd za mną siedziała dwójka dzieci w wieku ok. 6 i 8 lat... Wierciły sie okrutnie, co chwila zagadujac do rodziców  o coś zupełnie nie związanego z przedstawieniem, obawiam się że nie znalazły wspólnego języka z Pippo. Publiczność dała wyraz swojemu niezadowoleniu bucząc okrutnie co jednak nie popsuło humoru i uśmiechu na twarzy reżysera. Po raz kolejny zastanawia mnie absolutne przekonanie twórców o wielkości swojej pracy nawet jeśli z zewnątrz płynie fala dezaprobaty. Żyją w innym świecie? Buczenie dla nich to nobilitacja i zapewne jest potwierdzeniem, że są tak cudowni i wspaniali, że zwykli ludzie nie potrafią ich zrozumieć i docenić. Być może... jednak dla kogo w operze ważny jest teatr na równi z muzyką niech broń Boże nie idzie na ten spektakl. Bo chęć obcowania z wielką sztuką uleci z niego jak tytułowa para w gwizdek...

6

Re: Opera Poznańska 2013/14

Bardzo mnie ciekawi, jakie kompetencje ma Pan Gioacchino, żeby tak surowo oceniać pracę Gabriela Chmury... Bo odnoszę wrażenie, że nie jest Pan muzykiem - tak przynajmniej wynika z Pana wypowiedzi, mimo, że stara się Pan używać fachowych terminów.

7

Re: Opera Poznańska 2013/14

sommerreise wrote:

Bardzo mnie ciekawi, jakie kompetencje ma Pan Gioacchino, żeby tak surowo oceniać pracę Gabriela Chmury... Bo odnoszę wrażenie, że nie jest Pan muzykiem - tak przynajmniej wynika z Pana wypowiedzi, mimo, że stara się Pan używać fachowych terminów.

Uszy, drogi Panie, dane są nam wszystkim i nie są nagrodą przyznawaną muzykom na ukończenie konserwatorium.

8

Re: Opera Poznańska 2013/14

Drugi spektakl inny. Buczenia nie zaobserwowałem, a wręcz przeciwnie publiczność oklaskiwała spektakl na stojąco. Ostatnio dałem komuś słowo, ze będę mieć jaja i jak spektakl mi się bardziej nie spodoba, to choćbym sam miał siedzieć, to nie wstane. I tak też się stało. No może jeszcze ktoś siedział, ale większość i tak zgotowała owacje na stojąco. Obydwie obsady słyszałem i napewno mogę stwierdzić, ze Gutaj była zdecydowanie ciekawsza od Puczniewskiej, a Mych od Chodowicz. Numer jeden oczywiście należy do Baczyka. Co do Hossy, to mam mieszane odczucia. Napewno niedziela była jej gorszym dniem jeśli chodzi o donne anne. Mamy kolejna operę, ktora najlepiej słuchać niż oglądać. Ciekawe jak jutro wypadnie Adamczak i szkoda ze nie zaśpiewa Nowacka.

2014 to rok Richarda Straussa.

9

Re: Opera Poznańska 2013/14

Uszy? Gioacchino twierdzi, że obserwował pracę dyrygenta. Jestem ciekaw, co zaobserwował, jestem też ciekaw, jak laik potrafi interpretować ruchy dyrygenta. To jest naprawdę interesujące.

10

Re: Opera Poznańska 2013/14

sommerreise wrote:

Uszy? Gioacchino twierdzi, że obserwował pracę dyrygenta. Jestem ciekaw, co zaobserwował, jestem też ciekaw, jak laik potrafi interpretować ruchy dyrygenta. To jest naprawdę interesujące.

Laik być może nie potrafi, ale żadne to pocieszenie i żaden argument, bo muzycy z orkiestry i soliści też nie potrafili, co było boleśnie SŁYCHAĆ. I znów wracamy do rozmowy o USZACH.

11

Re: Opera Poznańska 2013/14

gioacchinoPn wrote:

Także orkiestra wspięła się na wyżyny! Widać było ogromne skupienie i staranność, której przeszkadzał po raz kolejny dyrygent - Gabriel Chmura. Siedząc dziś nieco wyżej niż zwykle mogłem lepiej się przyjżeć jego pracy. Tempa były momentami zadziwiające i gdyby te jeszcze wynikały z chęci pójścia za spiewakami to byłoby to usprawiedliwienie. Ale dyrygent zdecydowanie nie szedł za śpiewakami co było niestety słychać, ba w drugim akcie gdzie Mozart rozpisał dodatkową orkiestrę (w poznańskiej inscenizacji znajdowała się na scenie), Pan Chmura raczył wysypać i nawet nie zebrać orkiestry na scenie i w kanale... Duży to zgrzyt, który jednak zrozumiałem widząc jak dyrygując lewą ręką kręci młynki a prawą z batutą macha tak w powietrzu, że zastanawiałem sie czy to trzydziestodwójki czy sześcdziesiecioczwórki, bo "raz" tam napewno nie było. Być może to dobry dyrygent ale nie do muzyki operowej, której zdaje sie nie lubi i nie rozumie.  W uwerturze zbyt mało dynamiki szczególnie miedzy początkiem, który powinien widza wcisnąć w fotel a jej częścią druga i tak już do końca...

Skoro sobie Pan Gioacchino patrzył i nie widział "raz", widział tyle ciekawych rzeczy, to chyba uważa, że ma jakieś pojęcie o dyrygowaniu i o odczytywaniu ruchów dyrygenta.

12

Re: Opera Poznańska 2013/14

sommerreise wrote:

Skoro sobie Pan Gioacchino patrzył i nie widział "raz", widział tyle ciekawych rzeczy, to chyba uważa, że ma jakieś pojęcie o dyrygowaniu i o odczytywaniu ruchów dyrygenta.

Jak mówił mistrz Jonathan Swift, “co przez głowę nie weszło, tego z głowy nie wybijesz” - ale po raz ostatni spróbuję. Na wszelki wypadek będę unikał zdań złożonych i wyrazów dłuższych niż trzysylabowe, może tym razem Panu jakoś składniej pójdzie po synapsach.

W orkiestronie siedzieli (i na scenie stali) zawodowi muzycy. Zawodowy muzyk to jest ktoś, kto jest szkolony w "odczytywaniu ruchów dyrygenta". Ma nawet na to papiery, dyplomy i najczęściej lata praktyki w zawodzie. I skoro kilkudziesięciu zawodowców jednocześnie nie potrafi odczytać prawidłowo gestykulacji pana Chmury (co było SŁYCHAĆ, a do tego wystarczy mieć USZY) to należy przyjąć jako pewnik, że ta gestykulacja luźno była związana z muzyką. QED.

Tyle co do meritum (jakość pracy dyrygenta), prościej nie potrafię. Swoją drogą, myślałem, że ktoś jednak wyciągnął jakieś wnioski z casusu charyzmatyka Nowaka. A gdzie tam...

13

Re: Opera Poznańska 2013/14

cronwood wrote:
sommerreise wrote:

Uszy? Gioacchino twierdzi, że obserwował pracę dyrygenta. Jestem ciekaw, co zaobserwował, jestem też ciekaw, jak laik potrafi interpretować ruchy dyrygenta. To jest naprawdę interesujące.

Laik być może nie potrafi, ale żadne to pocieszenie i żaden argument, bo muzycy z orkiestry i soliści też nie potrafili, co było boleśnie SŁYCHAĆ. I znów wracamy do rozmowy o USZACH.


Kolejny beznadziejny spektakl w poznanskiej operze. Nuda, szmira...Brak wspolpracy orkiestry ze spiewakami na scenie to pewnie wina tej OGROMNEJ charyzmy dyrygenta hehehehe