1

Topic: Opera Poznańska sezon 2014/2015

No i ciekaw jestem, czy nadchodzący nieuchronnie nowy sezon wniesie coś dobrego na scenę Teatru - i tutaj... Osobiście czarno widzę, ale dobrze byłoby się rozczarować...

2 (edited by gioacchinoPn 2014-08-12 18:50:42)

Re: Opera Poznańska sezon 2014/2015

Sezon 2014/2015
I oto mamy zapowiedzi sezonu artystycznego 2014/15 w Poznaniu. Teatr Wielki im Stanisława Moniuszki wypuścił pięknie wydany  album zapowiadający zbliżający się sezon, Filharmonia Poznańska im T. Szeligowskiego póki co wypuściła program w postaci PDF do ściągnięcia ze strony internetowej (mam nadzieję doczekać się czegoś bardziej strawnego do czytania i korzystania…). Minimalizm Filharmonii Poznańskiej jeśli spojrzymy od strony edycyjno wydawniczej na najbliższy sezon nie zapowiada nic dobrego. Mamy już niemal połowę sierpnia a do wiadomości podano tylko suchy repertuar na sezon artystyczny 2014/2015 no właśnie, sezon… artystyczny? Zwyczajem jest by dyrekcje instytucji kulturalnych pochwaliły się tym co przygotowały w krótkim słowie wstępnym przedstawiły co i dlaczego tak. W przypadku Filharmonii Poznańskiej na razie o takim słowie wstępnym nie ma mowy ale po lekturze pliku PDF zrozumiałem dlaczego. Mam wrażenie, że repertuar jest zlepkiem luźnych pomysłów mniej lub bardziej ciekawych (z naciskiem na te pierwsze) bez myśli przewodniej, bez łączącej je jakiejś idei. Być może jesteśmy świadkami zmiany koncepcji funkcjonowania i misji instytucji kulturalnych takich właśnie jak filharmonia czy opera, a być może brakiem pomysłu ich kierownictw, pustką koncepcyjną jeśli chodzi o całość działania a nie tylko pojedyncze pomysły. W opozycji do sezonów gdzie dyrekcjom przyświecał jakiś konkretny cel, wręcz głębszy zamysł nie tylko na teatr czy filharmonię ale i ich repertuar, pojawiają się sezony artystyczne będące zlepkiem luźno wybranych dzieł, artystów czy inscenizacji, a raczej ambicjonalnych, egoistycznych pomysłów dyrekcji. Na ile wynika to ze świadomego działania na ile z przypadku myślę, że historia i publiczność sama oceni, ale ja już dziś ośmielę się postawić tezę, że dostajemy to czym dyrekcje chcą się pochwalić i… czym mogą się pochwalić. Ograniczenia budżetowe są dla wszystkich jasne, ale nadal nie uważam iżby mogło być to uzasadnieniem dla bardzo przeciętnego repertuaru i bardzo przeciętnych gwiazd które obie sceny planują zaprosić na najbliższy sezon. Już słyszę głosy oburzenia, że przecież są gwiazdy i wielkie kreacje.  Nie ujmuję nikomu niczego ale w porównaniu z poprzednimi sezonami tegoroczne zapowiedzi wypadają co najmniej blado by nie użyć bardzo bolesnego stwierdzenia: miernie. Dyrekcja opery chwali się o dziwo artystami i inscenizacjami które… w Poznaniu zostały wygwizdane, jako nieudane i nie do zaakceptowania przez poznańską publiczność a mimo to z jakiś powodów dalej są promowane. Znamy to słynne powiedzenie, że „ na złość babci odmrożę sobie uszy” aliści takie działania to raczej sobie krzywdę dyrekcja wyrządza, bo publiczność jak zwykle” zagłosuje nogami” albo pustym miejscem w fotelu. Przywołując więc z nazwisk Pani Dyrektor Renata Borowska – Juszczyńska i Pan Gabriel Chmura – dyrektor artystyczny, chwalą się niemal jak w prezentacji power-pointowej - w punktach swoimi sukcesami i planami, które też w sukces chcą przeobrazić. Jak będzie zobaczymy… Na plus obecnej dyrekcji trzeba zapisać iż pojawił się mecenas Teatru Wielkiego im St. Moniuszki w Poznaniu którym jest ENEA, oby więcej energii było w dyrekcji do działania i by para nie szła w gwizdek (jakby sparafrazować to powiedzenie na energie elektryczną?). Bo już dziś widać, że chybionych strzałów nie brakuje. Jeden tylko przykład by nie zanudzać… Organizuje się koncert jubileuszowy z okazji 20-lecia Brytyjskiego Konsulatu Honorowego w Poznaniu, a zapomina się o niesamowitym jubileuszu 30-lecia pracy scenicznej primadonny tej sceny jaką jest Barbara Kubiak. Artystka ta dostrzeżona została też przez Forbsa, który nominował ją w konkursie na profesjonalistę roku 2014 – rozstrzygniecie niebawem, żal tylko że inni dostrzegają perły tego teatru podczas gdy dyrekcji tego teatru są one jak „rzucone przed wieprze”. Dla tej wspaniałej artystki będącej od 30 lat ozdobą tego teatru od dwóch sezonów nie było przygotowanej ani jednej premiery, na benefis z okazji 30-lecia pracy scenicznej też próżno liczyć choć nie wiele wspaniałych śpiewaków i śpiewaczek mogło takiego jubileuszu w tak fantastycznej formie doczekać. No cóż, wracając  do wstępu jaki popełniła w programie dyrekcja naszej opery wyczytać można, iż daleko bardziej ceni się obce gwiazdy i twórców niż wcale nie gorszych  rodzimych-  polskich, poznańskich. Publiczność jednak nie zapomina, bo jest nią od dziesiątek lat i planuje być kolejne a nie tylko kilka sezonów artystycznych…

3 (edited by gioacchinoPn 2015-02-01 23:43:57)

Re: Opera Poznańska sezon 2014/2015

Miłość, zazdrość, zdrada  i śmierć - naprawdę czy na niby?
Oto poznańska scena operowa przygotowała kolejną premierę a właściwie dwie premiery, bo dwóch oper - Rycerskość wieśniaczą Pietro Mascagniego i Pajace Ruggiero Leoncavallo. Obie opery stawiane są często razem ze względu na długość albowiem mogą wypełnić bardzo przyjemnie wieczór w operze. Ale czy tylko to je łączy? Otóż nie... w każdym z dzieł na pierwszy plan wysuwa się miłość, zazdrość, zdrada i śmierć. Jakież ludzkie i prawdziwe stany znane nie tylko z teatru ale i z życia. Można jednak każdą historię opowiedzieć inaczej. Jak? Zastanawia się nad tym w swoich Interpretacjach reżyser Pajaców Krzysztof Cicheński czego lekturę polecam przed spektaklem (program - nota bene bardzo ładnie i inaczej niż dotąd wydany). Dwóch reżyserów, do dwóch dzieł traktujących o bardzo podobnych problemach podeszło zupełnie inaczej udowadniając publiczności , że można ciekawie pokazać temat naprawdę bardzo różny sposób. Całość wieczoru spięta jest klamrą w postaci ubranego w czarno białe kostiumy chóru, a soliści konsekwentnie na tym tle wyróżniają się kolorowymi pięknymi strojami. Chór ma stanowić rodzaj tła i komentatora dla uczuć, emocji, i akcji którą prowadzą soliści - protagoniści. Obaj reżyserzy chcą naszą uwagę skoncentrować właśnie na nich, ale każdy nieco w inny sposób.
Leszek Mądzik artysta dojrzały można by powiedzieć kompletny, postrzega dzieło Mascagniego przez pryzmat emocji głównych bohaterów, to one są dla niego najważniejsze nie koniecznie to co namacalne co przemija, czego dowód daje w niemal ustawicznym ruchu kołowym części sceny, symbolizuje to także przemijający czas i uzmysławia, że pewnych spraw nie da się cofnąć. Kapitalny jest zabieg zamrożenia akcji kiedy Turridu wyzywa Alfio na pojedynek, po chwili orientuje się, że poniosły go emocje które mogą go zgubić i być może chciałby cofnąć czas, na próżno jednak. Tak to emocje wyrażone śpiewem artystów i cudowną muzyką Mascagniego są tu najważniejsze, stąd ciemna scena, surowa z niewielką ilością rekwizytów tak by jak najmniej rozpraszać  uwagę widza od głównego problemu. Ja to kupuję!
Krzysztof Cicheński miłość, zazdrość, zdradę i śmierć rozpatruje przez pryzmat teatru w teatrze, ale w sposób bardzo umiejętny zamazuje tę granicę, tak że w finale widz zastanawia się czy to jeszcze teatr czy to życie, czy ktoś aby czasem nie podgląda i nagrywa komórką (jak Silvio na scenie) prawdziwego życia i próbuje nam wmówić że to spektakl... Koniec jest opłakany, zdrada boli naprawdę, miłość okazuje się nienawiścią, a śmierć jest niemal obok nas, namacalna, prawdziwa, straszna. W epoce smartfonów, gier komputerowych, krwawych sensacji z czołówek telewizyjnych wiadomości, dobrze jest zaznaczyć, gdzie są granice rzeczywistości i ułudy. Gdzie Facebook a gdzie prawdziwe życie. I jakże straszne są konsekwencje mylenia tych dwóch stanów...
Jedna jeszcze rzecz urzekła mnie niesamowicie u Cicheńskiego, nie wiem czy to przypadkowe czy zamierzone (stawiam na to drugie), że odwołuje się w swoich Pajacach do innych oper w których wątek miłości, zazdrości, zdrady i śmierci się pojawia - mamy więc Tonia który niejako Rigoletto szpetny kulawy i z garbem wydawać by się mogło rozdaje karty, jest scena w której Colombina preparuje posiłek dla Pajaca, wcale nie smaczny a może trujący jak grzybki w Lady Makbet Mceńskiego powiatu, albo jakby wycięta żywcem z Traviaty scena gdy zazdrosny Canio rzuca w Neddę piórami tak jak Alfred w Violette pieniędzmi... bardzo to ciekawe wątki, dające do myślenia i do nowego spojrzenia na wiele dzieł, nie tylko na Pajace.
Oba spektakle więc uważam za bardzo udane interpretacje przepięknych oper Mascagniego i Leoncavalla.
A strona muzyczna? Sama muzyka daje artystom ogromne "fory" jest tak piękna, że trudno ją zepsuć... Dlatego mimo drobnych błędów orkiestra brzmiała przepięknie. Nadal jednak uważam, że Gabriel Chmura mało czujnie prowadzi orkiestrę nie potrafi pójść z nią za śpiewakami, których emocje momentami rozsadzają, są tak prawdziwe intensywne trzeba to czuć i wspierać. Drugiego wieczoru wsparcia mało też miał chór, który niestety pogubiony został z orkiestrą właśnie przez dyrygenta.
Jeśli już o emocjach mowa, to każdy wielbiciel opery wie jak pięknie można je malować śpiewem, ale trzeba rozumieć i partię i tekst aktualnie śpiewany. Dlatego blado moim zdaniem wypadła Helena Zubanovich (31.01) jako Santuzza, stanowczo zbyt mały wachlarz emocji, większość histeryczna wręcz, rozkrzyczana zbyt mocna, bez niuansów i o dziwo (bo Zubanovich to mezzosopran) z kiepsko brzmiącymi dołami. Zdecydowanie lepiej wypadła  Barbara Kubiak (01.02), która pokazała całą paletę emocji swoim głosem, który szczególnie pięknie brzmiał w forte w wysokich rejestrach jak i w cudownych pianach, z których artystka ta słynie. Pierwszego wieczoru jako Turridu Santuzzy towarzyszył George Oniani (31.01), bardzo miły głos niesamowicie swobodnie brzmiący w górnym rejestrze i sięgający po góry z niebywałą łatwością, ale aktorsko zdecydowanie gorszy od Wojciecha Sokolnickiego (01.02), który obdarzony bardzo miłym w barwie głosem, sięgnął na szczyt swoich obecnych możliwości w tych partiach (Turridu, Canio/Pajac). Do Pajaców głos jeszcze mało gęsty toteż w kilku momentach obchodził się z nim bardzo forsownie. W operze Leoncavallo panom towarzyszyły 31.01 Roma Jakubowska Handke i 01.02 Martyna Cymerman. Pierwsza zdecydowanie obdarzona zbyt lekkim i mało gęstym głosem do tej partii, ratowała się piękną barwą, frazą i aktorstwem. Martyna Cymerman to bardzo urodziwy głos ale młody, wiec mimo iż fantastycznie śpiewała chętnie poczekam kilka/kilkanaście lat i wówczas jeśli usłyszę ją w roli Neddy będę mógł powiedzieć - idealna!
Z pozostałych artystów na pochwały zdecydowanie zasługują - Sylwia Złotkowska jako Mamma Lucia - cudny alt, ciemny, bogaty, idealny do tej partii i świetna powściągliwość aktorska - BRAVA!!! Ogromnym zaskoczeniem jakże miłym okazał się też młodziutki baryton Andrzej Filończyk (Tonio) który 31.01 skradł serca publiczności już samym prologiem, pięknie i brawurowo zaśpiewanym, świetnym aktorstwem. 01.02 mimo iż w partię Tonia wcielił się Jaromir Trafankowski, to właśnie Andrzej Filończyk zaśpiewał ponownie pięknie i bardzo śmiało prolog. Do niego też należały ostatnie słowa bardzo wieczoru: La commedia e finita!

Teatr Wielki im Stanisława Moniuszki w Poznaniu

Pietro Mascagni - Cavalleria rusticana
Santuzza - 31.01 Helena Zubanovich/01.02 Barbara Kubiak
Turridu - 31.01 George Oniani/01.02 Wojciech Sokolnicki
Alfio - 31.01 i 01.02 Jaromir Trafankowski
Mamma Lucia - 31.01 i 01.02 - Sylwia Złotkowska
Lola - 31.01 Monika Mych - Nowicka/01.02 Magdalena Wilczyńska - Goś

Ruggiero Leoncavallo - Pagliacci
Canio - 31.01 George Oniani/01.02 Wojciech Sokolnicki
Nedda  - 31.01 Roma Jakubowska Handke/01.02 Martyna Cymerman
Tonio - 31.01 Andrzej Filończyk/01.02 Jaromir Trafankowski (prolog 01.02. Andrzej Filończyk)
Silvio - 31.01 i 01.02 Michał Partyka
Beppe - 31.01 i 01.02 Karol Bochański
I wieśniak - 31.01 i 01.02 Bartłomiej Kornacki
II wieśniak - 31.01 i 01.02 Paweł Szajek

Chór i Orkiestra teatru wielkiego w Poznaniu
kierownictwo muzyczne - Gabriel Chmura
przygotowanie chóru - Mariusz Otto

4

Re: Opera Poznańska sezon 2014/2015

1 lutego podczas drugiego wieczoru z Rycerskością wieśniacza i Pajacami, po pierwszym przedstawieniu - Rycerskości nie wyszedł do ukłonów dyrygen (zrobił to pierwszego wieczoru kłaniając się po obu spektaklach, drugiego wieczoru wyszedł do ukłonów tylko po Pajacach, chciałbym wiedzieć dlaczego, jakieś osobiste animozje Pana Chmury z solistami? A może inne powody? Tak czy siak był to poteżny zgrzyt, co szeroko komentowano we foier...