Trubadur 1(42)/2007 Strona główna

Obsesje i perwersje Matsa Eka
(ćwiczenie warsztatowe)

Stopa, dłoń, policzek, pośladek.... Ciało, części ciała i dotykanie ich to charakterystyczne elementy języka tańca Matsa Eka. Wydawałoby się – cóż bardziej oczywistego, niż taki właśnie stosunek do ciała tancerza i choreografa, człowieka posługującego się nim w swojej pracy twórczej. Jednak traktowanie przez Eka poszczególnych części ciała ma w sobie coś obsesyjnego. Dzięki sobie właściwym zabiegom zwraca uwagę widza to na dłoń, to na zwykle obnażone stopy, to na plecy czy pupę tancerza czy tancerki. Motywy takie, jak głaskanie kogoś lub samego siebie po plecach, ramionach, policzkach, przekładanie rak między rozkraczonymi nogami czy potrząsanie głową, włosami, rękoma powracają zbyt często, by mówić o przypadku. Prędzej jest to świadomy wybór wypływający jednak z podświadomości, z obsesyjnego zainteresowania ciałem.

Ruch tego ciała też jest charakterystyczny i rozpoznawalny. Szerokie ruchy rąk, korpusu osadzonego na głęboko ugiętych nogach, nagłe, „drgawkowe” wyrzuty kończyn przywodzą na myśl coś nie do końca kontrolowanego, pierwotnego, zwykłego, tyle że pokazanego w wykrzywionym zwierciadle. Groteska, deformacja i stylizacja to klucz do odczytania myśli Eka. Fascynują go najzwyklejsze rzeczy, najprostsze czynności, które pokazane w przyspieszonym lub zwolnionym tempie, przesadnie celebrowane urastają do rangi scenicznego znaku.

Podobnie jest i z przedmiotami znanymi z najbardziej codziennej codzienności. Wciąż powracają te same: stół, drzwi, nakrycia głowy, kobiece suknie. „Obrabiane” przez Eka na mnóstwo sposobów w jego kolejnych baletach, wydają się tracić pierwotną rolę i znaczenie. Na stole się siedzi, leży, pod nim, wokół niego się pełza (duet Smoke), ale bardzo rzadko przy nim zasiada (Śpiąca królewna). Kapelusz na głowie czy but na nodze (A sort of) nie służą po to tylko, by ubierać postać, ale by je zdejmować i zakładać, suknię można miętosić, zadzierać, zdejmować, wkładać ponownie, przewracając na lewą stronę.

Ek tak obsesyjnie wraca do tych samych elementów, że już samo to można nazwać perwersją. A jeszcze ten jego kpiarski, pokraczny, ostry sposób traktowania seksualności człowieka, nagości i erotyzmu. Często wszystko wywrócone „do góry nogami”, balansujące na granicy dobrego smaku i estetycznego szoku (wg niektórych nawet ją przekraczające, jak nagi „książę” w finale Giselle czy zetknięcie kobiecej twarzy i penisa w Starej i drzwiach). Lizanie, macanie, zadzieranie kiecek i nóg... Onanizowanie się... jak w Carmen. Stopa, dłoń, policzek, pupa – u Eka nigdy nie pozostają w spoczynku. Obsesja to, perwersja, czy tylko własny, niepowtarzalny, obojętne skąd wypływający język ciała?

Katarzyna K. Gardzina